20:58

Postlalkowy


Coś takiego się dzieje, że po lalkowych warsztatach zawsze mi się coś po głowie kołacze. Wczoraj lalkowałyśmy. W kameralnym gronie, 7 osób. Lalki I, czyli zestaw 3 z posta tego . I ponownie, jak ostatnio, z tego zestawu całkiem ciekawych lal, najbardziej podoba się grubaska. Nie ta słodka, bo malutka, nie ta, co życzenia spełnia, tylko, kurczę, ta co wygląda jak Wenus z Wilendorfu.
O, jak ta Pani:
Tylko ta nasza taka jeszcze bardziej kwadratowa była, ta, którą pokazuję jako wzór, prawie szersza niż wyższa jest. Czyli jest wszystkim, co nasza kultura aktualnie uważa za niezdrowe, niewłaściwe, chorobliwe i ogólnie coraz więcej zła tego świata przez to, że zaczynamy tak wyglądać. Tzn, kultura taki komunikat nam funduje, ja się nie bardzo pod tym podpisuje. Tak czy inaczej, siedziała sobie na warsztatach ekipa po uszy nakarmiona takimi prawdami, zachwycając się baryłowatymi “kaszankami”. Sama się złapałam, że w chwilach, kiedy siedziałam w czekając, aż Panie zakończą jakiś etap pracy, ze sterty lalek brałam tę właśnie kaszaną grubaskę i trzymałam ją w dłoniach.
Tęsknota jakaś za domowym, babcinym, czy w końcu ciepłym, bo lniany woreczek z kaszą dla mnie jest czymś, co kojarzy się z ciepłem, się odezwała? Tak zbiorowo? Po Świętach? Wydawało mi się, że okres poświąteczny to właśnie ten moment, kiedy ludzie są dotuleni, spokojni…. A może siedzi gdzieś głęboko w nas ten (paleolityczny?) rzeźbiarz, i cichutkim głosikiem szepcze o tym, jak to gdzieś po drodze między nim a nami wymyślono Złoty Środek? Łapiemy za drugą skrajność, żeby go sobie odnaleźć? Mam nadzieję, że to tak, a nie drugi, również poświąteczny trop,  który co do mnie zgadza się w 100%. Typowe poświąteczne utożsamienie z mieszkankami “krainy wyimaginowanego dobrobytu” ;)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2016 2 prawe ręce i co z nimi dalej , Blogger