20:55

Soutache


Uległam, też zaczęłam zabawę z sutaszem. Bo coś musi w tym być, skoro wszędzie widzę takie wybuchy entuzjazmu ku tej technice. Tzn, kto zaczął, już się bawi bez przerwy. To i ja stwierdziłam, że mogę się pobawić.
Pierwsze moje wnioski o sutaszu: na takim bardzo podstawowym poziomie jest prosty. Pierwsza próbka, jaką wykonałam, wbiła mnie w pychę i ogólnie już byłam bliska uznania się za geniusza jakiegoś…no bo specjalnie się nad tym nie namęczyłam, a nawet wyszło takie, w sumie, równe. Pretensji do urody w tym projekcie nie miałam- bo to taka próbka była, chaotyczna i wykonana tak tylko, żeby się przekonać, czy się w ogóle da robićTak to to wyglądało… no, powiedzmy, że teraz jakieś takie mniej spektakularne mi się wydaje;)
No i niesiona tym entuzjazmem wyrwałam się do skoku na wodę ciut głębszą. I tu, w tej głębokiej wodzie, doszłam do wniosku kolejnego…że zrobić cokolwiek w tej technice, to łatwo. Ale zrobić to ładnie…to już inna historia. A równo to zrobić to jeszcze kolejna, całkiem odrębna. Moją głęboką wodą była ponownie forma improwizowana, ale tym razem z pięciu nitek. I jak bardzo utonęłam, widać na obrazku załączonym.
Koszmarna ameba, prawda? Nauczyła mnie pokory, oj nauczyła.
Kolejne formy były już bardziej wyważone. Powstały dwie opaseczki, nie takie już odjechane. Spokojniejsze, chociaż cały czas próbowałam robić sobie jak najwięcej trudnych momentów, bo przecież to nauka ma być, a nie rekreacja. Z zielonej jestem szczególnie zadowolona. 
Tutaj wyrósł problem kolejny. Szurki układa się w tej technice tak, że jeśli praca nie jest jednokolorowa, to nitka zawsze w jakimś momencie będzie się odznaczać. Trzeba szyć żyłką. A żyłka, wiem to wspaniale, mam bujne wspomnienia dziecięcych przygód wędkarskichto strasznie plączące się i rwące świństwo. No ale spróbować nie zawadzi. I tu pozytywnie się zdziwiłam- jak się nie planuje, że ta żyłka ma sięgnąć przez pół jeziora, to tragedii nie ma. Grunt, to nie szaleć z zapasem nici. Nylonowe małe zabawy wyglądają tak o:
Cały wyc z nylonem robi efekt taki, że ani na granatowych sznurkach nie odznacza się błękitna nić, ani na błękitnych nie wystaje nić granatowa. Bo gdyby miała być użyta bawełniana albo poliestrowa nitka, takie cuś niestety by się pojawiło. A jak się szyje żyłką, to ładnie się szwy chowają zawsze i wszędzie.
No i tak to wygląda, taki początek pracy z sutaszem, bez tajemnic. Jak na razie, to bardziej mi się podoba sama praca, niż jej efekty, niestety. Ale jak w tą stronę to działa, to robi pewne nadzieje. Mam nadzieję, że robi;)
Dziś się zabieram za większą formę szytą żyłką. Jak mi się nie odwidzi cała ta technika w połowie pracy, to niedługo się pochwalę. Ale raczej małe szanse, żeby się odwidziało.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2016 2 prawe ręce i co z nimi dalej , Blogger