21:30

Włóczki z chomiczego zasobu

Chyba każda dziewiarka wie, o czym mowa. Zapasy. Prześliczne, idealne na następny projekt moteczki, których z każdym miesiącem rozwijania dziewiarskiej pasji robi się coraz więcej. Włóczki, które były taniej, włóczki, na które myślałam, że mam pomysł, moteczki, których po prostu nie można było zostawić samotnych w sklepie. 
W czasach, kiedy normalny dzień mojej pracy polegał na bieganiu po włóczkowym skarbcu imponowałam klientkom mówiąc, że do domu ze mną idą tylko motki, które po odsapnięciu wpakuję na druty. Że nic nie chowam do włóczkowego skarbca. To była szczera prawda. Półprawda, która kryła się za tymi dumnymi oświadczeniami była następująca- ja już miałam w domu niezły skarbiec, a za sukces poczytywałam sobie nie powiększanie go. 
Historia mojego skarbca jest typowa- dorwałam się swego czasu do źródła taniej, uniwersalnej włóczki i poszalałam. Kiedy jeździłam jeszcze do szkoły na Uniwersytet Ludowy Rzemiosła Artystycznego, dotarła do nas wstrząsająca wiadomość. Wstęp był smutny-w nieodległym Brzozowie upadła fabryka koronek. Ostatnia w Polsce. Smutne, tym bardziej dla rzesz projektantek i koronczarek które tam pracowały. Ale ta sytuacja miała drugą stronę- na masie upadłościowej siedział syndyk i wyprzedawał resztki. Resztki, to były cewki z przędzą zdjętą z maszyn- cienką bawełną lub lnem w ogromnej ilości kolorów. Jaki był skutek? Dziewczynki przez kilka miesięcy przyjeżdżały do szkoły z parą majtek na zmianę i szczotką do zębów, a wracały do domu z pełnym plecakiem nici. Za który płaciły np. po 50 zł. Ładnych parę lat spałam na tapczanie wypełnionym nićmi. Po brzegi. Oczywiście, coś tam się z nich robiło- a to na warsztatach udostępniłam materiał, a to porozdawałam, skarbiec jednak pozostawał imponujący. Po przeprowadzce do większego pokoju nici przeniosły się do gustownych pudełek na szafie. I tak trwały. Aż do wiosny, kiedy podjęłam postanowienie, że muszę sobie coś z tych nici robić. Dotychczas miałam tylko małą chustkę, którą dziergałam sobie w pociągach. 
Z tego postanowienia zrodził się sweterek w poprzek. Zrobiłam go podwójną nitką, na drutach 4,5. Sugerowałam się wzorem Jujuba Norah Gaugan, ale tylko troszkę. 








Za plener posłużyło nam drzewo nieopodal działki Magdy w Pustelniku. Oczywiście, takie zdjęcia tylko ona mi robi ;)
A skarbiec mieszka sobie, troszeczkę uszczuplony, na szafie. Bardzo dobrze zrobiło mi zagospodarowanie części tych nici. Fajnie jest mieć zapasy, ale zapasy nie użytkowane są ciężarem. Teraz to już nie ciężar- mam masę nici, z których fajne letnie dzianiny wychodzą! Sprawdziłam!

3 komentarze:

  1. Też mam te nici na stryszku. W dwie nitki, mówisz...Dobrze to wyszło:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniały sweterek :-) Bardzo mi się podoba :-)
    I Ty takie skarby masz w domu... takie cudne niteczki...
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękny, idealnie Ci pasuje!
    Moja mama swego czasu miała w tapczanie pokaźną część tego co uratowano z upadającej fabryki Aniluxu w Jeleniej Górze ;P

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 2 prawe ręce i co z nimi dalej , Blogger