21:07

Bo ja filcowałam


Tia, dokładnie tak. Ja filcowałam. Ale co z tego, kiedy dziś na fotkach będzie sutasz;) Chyba się muszę wybrać na jakaś mistyczną podróż w głąb siebie (w stylu Paulo Coelho albo innego klasyka new age) i wykombinować rozwiązanie palącej kwestii- dlaczego jest tak, że prace muszą mi się uleżeć, tak z dobę co najmniej, zanim je ujawnię. Bo bez ulegiwania, zrobić, sfotografować, wpakować na bloga… się nie da i już. Dziś w sumie filcowałam, z krępującego powodu- trzeba by się z filcowymi pracami ujawnić, a ja wszystkie gdzieś wysiałam… Mniejsza o to, filcowałam sobie i już. Teraz mam palce rodzynkowe.
A sutasz jest wczorajszy. Rozkołtuniony kołtun i wkrętkowe kolczyki, nierówne jak wszyscy diabli… Cóż już wiem, nad czym trzeba popracować- opanowywanie dzikiego entuzjazmu;) jest do poprawki. Pewnie powstanie niedługo jakiś “lepszy model” tego wzoru, bo w sumie wyglądałby fajnie, gdyby się te sznurki nie rozjechały. A fotka kołtuna rozkołtunionego wskazuje na kolejny wielki cel mych poszukiwań- takie mini precyzyjne nożyczki, jak do wycinania richelieu. Do wycinania podklejkowego filcu. Koniecznie. Dużymi nożyczkami od nici się nie da.  No.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2016 2 prawe ręce i co z nimi dalej , Blogger