16:51

Rok dzianiny

Zacznę tego noworocznego posta tradycyjnie: wszystkim czytającym życzę, by następny rok był lepszy, niż przedni. Który (ten poprzedni), miejmy nadzieję, będzie wspomnieniem pozytywnym. 
Naczytawszy się podsumowań poczułam, że i ja potrzebuję pozastanawiać się, jaki był ten mój rok robótkowy. I nie tylko. Czuję, że i sobie życząc jeszcze lepszego roku, stawiam poprzeczkę wysoko.
Zanim podsumuję swój rok robótkowy, pochwalę się "tą drugą grupą wsparcia". Od początku jego istnienia jestem częścią Wrocławskiego Stowarzyszenia Fortyfikacyjnego. Dla nas ten rok był wspaniały. Poprzedni z resztą też. Tym razem nie powstał filmik jak ten, ale udało nam się posunąć prace jeszcze dalej, wzięliśmy udział w paru imprezach, konferencjach itp. No i sukces największy- prezes Stowarzyszenia, równocześnie mój osobisty mężczyzna, wydał swoją książkę. Fortyfikacje Festung Breslau. Jest autorem jedynego opracowania tematu, cytują go autorytety, książka trafiła do Empików....puchnę z dumy, ma się rozumieć. Kosztowało to nas oboje masę pracy, nastresowaliśmy się oboje nieziemsko, ale jest, wyszła, teraz jest czas, żeby się cieszyć. 
A robókowo było równie dobrze. Zdecydowanie ten rok jest z pod znaku dzianiny. Ok, niby jakieś już przebłyski i zajawki były pod koniec poprzedniego, ale dopiero od stycznia nabrałam rozpędu. W ciągu tego roku nauczyłam się: dziergać bezszwowo, wrabiać rękawy od dołu, wrabiać rękawy od góry (raglanem i na okrągłym karczku) i dziergać żakardy. Ile się naumiałam o materiałach, włóknach itd to już w ogóle głowa boli na samą myśl. Dzianin się nie doliczę. Budzą jedną refleksję - dawno nie było tak, żebym tworzyła tak różnorodnie. Frywolitkowo raczej przywiązywałam się do jednego motywu i ekspoloatowałam wszystkie jego odsłony. A tu nie, bardziej macam różne grunty. Ponadto: ustanowiłam z grupą dziewiarek rekord Guinnesa. Wysłałam nadzierganych (przez siebie i chętne panie) czapek potrzebującym na Bałkanach. Nauczyłam się sporo o wyplataniu z wikliny w plenerze i jestem współautorką instalacji w Łucznicy. Takiego tempa rozwoju i działania nie miałam od skończenia ULu.
Ten "jeszcze lepszy nowy rok" zaczyna mi się rysować jako nie lada wyzwanie! Bez żadnych postanowień, w tym roku robienie po prostu tego, na co miałam ochotę, popłaciło. Idę więc za ciosem.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2016 2 prawe ręce i co z nimi dalej , Blogger