20:46

Koroneczki


Jako, że w szkole jestem, zebrało mi się na wątek edukacyjno- technikowy.  O koronkach. Bo obserwuję, że bardzo wiele osób dookoła mnie jest święcie przekonanych, że koronki to się tylko na szydełku robi.  Nawet mnie z tego powodu tknęło, i odkopałam fotki serwetek, które do mojej szkoły rzemieślniczej robiłam na zaliczenie, bo serwetek tak sama z siebie to nie robię…
Otóż, jak wynika z mojego przydługiego wstępu, koronkowa historia jest ciekawsza. Jest oczywiście koronka szydełkowa. Najbardziej popularna, na mój gust niekoniecznie najprostsza, ale za taką uważana. Wygląda to tak:
Ale, żeby było zabawnie, koronkę można robić prościej. Igłą. Koronka teneryfowa, zwana też nanduti albo sol lace, jest robina tylko igłą, na kartonikowym schemacie. Taki prosty pomysł, przywieziony przez Hiszpanów z Nowego Świata. Może nie cenny jak złoto, ale za to z jakim potencjałem!
No i jest ta trzecia moja koronkowa technika. Frywolitka ulubiona. Czółenkiem się toto robi, takim narzędziem, które na zdjęciu leży koło próbki ściegu. Technika przecudowna tramwajowo- autobusowa, świetna do biżuterii i innych tworów mniej lub bardziej użytkowych. Osławiona jako strasznie trudna, w istocie wymagająca trochę więcej czasu na naukę, na początku, ale nie tragicznie trudna. Ukochana.
A tak zupełnie z innej beczki, to na pudełku od tego czółenka odkryłam jego chorwacką nazwę, która mnie niepomiernie rozczuliła. Po chorwacku czółenko to brodić-stateczek;)
Jest i czwarta technika koronkowa, którą się, na użytek szkolny bawiłam. Makrama szydełkowa lub koronka renesansowa, jak kto woli zwać. Taka w połowie drogi-trochę igłą, trochę szydełkiem. Też ładna. Jak mnie natchnie, to zrobię i pokażę.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2016 2 prawe ręce i co z nimi dalej , Blogger