12:09

Romans magisterski

Zaniedbałam się ostatnio dość haniebnie w sferze blogowej. Wszystko można wytłumaczyć romansem magisterskim, jak zostało to w pewnych kręgach nazwane. Otóż jednym z nielicznych plusów studiowania kierunków zupełnie nie pasujących do rynku pracy jest to, że można sobie bez skrupułów pozgłębiać tematy które człowieka fascynują. Mnie bawi folklor, to już nie raz wspomniałam. Moja praca jest więc o magicznych roślinkach w serbskim folklorze. Właśnie w połowie marca dobrnęłam do części najprzyjemniejszej - analizy właśnie tej magii, zamiast się babrać w założeniach teoretycznych. Magia, oczywiście, najczęściej jest miłosna. Na dodatek, odkąd ją zgłębiam zachowuję się troszkę jak zakochana - niewiele poza moimi radosnymi badaniami istnieje świata. Stąd obniżona działalność craftowa. Romansuję ze swoją magisterką, proszę nie odbierać mi chwil szczęścia ;)

Przed kompletnym opuszczeniem się jeśli chodzi o prace ręczne ratują mnie moje stałe grupy warsztatowe. Grupa, która zgłębia druty i szydełko ostatnio zakrzyknęła, że one chcą koniecznie nauczyć się robienia warkoczy, bo warkocze to najpiękniejsze co na drutach można wyprodukować. Nie sposób się nie zgodzić, myślę tak samo. Ale, żeby jakoś sensownie nauczyć je robienia tychże, wymyśliłam ćwiczenie wstępne, takie, żeby sobie spokojnie przećwiczyły używanie drutu do warkoczy, przekładanie oczek itd. Jako, że ciągle jest zimno, a mnie już męczy dość mocno tęsknota do lżejszych butów, wymyśliłam "poskręcane" getry, ocieplacze, które można naciągnąć na szpilki czy inne czółenka, żeby już cieszyć się wiosennym obuwiem, a nie marznąć. Dziewczyny od razu ćwiczą na drutach pończoszniczych, więc geterki są nie tylko efektowne, ale i naszpikowane różnymi technicznymi wyzwaniami ;)
A i wełenka mi się trafiła fajowa, co zmiana światła, to kolory inne, tutaj wyjątkowo to wina wełny, a nie moich utrudnionych relacji z aparatem 





Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2016 2 prawe ręce i co z nimi dalej , Blogger