21:53
09:26
Lempster
Uległam sugestii. Wydziergałam sweterek, bo koleżanki z tej włóczki dziergały i chwaliły, to i mi się zachciało. Serio. I nie żałuję ani trochę. Tzn., wszystkie żałujemy, że się obudziłyśmy nieco za późno, bo Greina jest boska. Jest boska, ale jest też "discontinued". Znaczy, producent z niej zrezygnował. Pojęcia nie mam dlaczego. Trochę wełny, trochę wiskozy, trochę lnu i akryl, żeby się to wszystko trzymało razem. Miękkie, ale nie nudne w fakturze, czyli to dokładnie, co tygrysy lubią na chłodne lato.
Wybór wzoru umotywowany był tym, że uświadomiłam sobie, iż wszem i wobec opowiadam o swojej wielkiej miłości do warkoczy. Tylko w moich dzianinach tego nie widać. Otóż, właśnie, widać teraz! Wzór, gdy się go czyta bez drutów w ręku brzmi jak coś kosmicznie trudnego. Bezszwowo, ale ani raglan, ani to "na c", tak trochę inaczej. Jak na zdjęciach widać, sprytnie, bo efekt układa się wspaniale. Dodatkowo, kiedy po prostu wzięłam druty w garść i grzecznie zrobiłam co tam autorka każe, okazał się całkiem prosty. I darmowy, chociaż za taką lekcję konstruowania dzianiny bez marudzenia bym zapłaciła. Autorką jest Norah Gaugan, wzór nazywa się Lempster. Szczerze polecam. Nic z nim nie kombinowałam na poziomie konstrukcji, chyba tylko zignorowałam uwagi dotyczące długości.
Na sweterek poszło 6 motków, druty 4 mm.
No i dodatki humorystyczne - jak się ostatnio utarło, zdjęcia robiła mi Magda, człowiek pierwszy do wygłupów. I zarażający dobrym humorem. I odkrywczy. Tu można prześledzić, co dzieje się, gdy rozrywkowa koleżanka odkryje cudowną funkcję aparatu - zdjęcia seryjne :)
I, oczywiście, jako "kobieta drugiej kobiecie życzliwa" przed robieniem zdjęć zakrzyknie "wciągaj brzuch"!
19:41
Twins, bo zatęskniłam za boho
Czego ja się o tej dzianinie na nasłuchałam! Najfajniejsza teoria powstania tej kamizelki dowodzi, że mi nadmiar fantastyki zaszkodził, zachciało mi się być Tolkienowskim elfem... szarym i w listki. Że długie, że powiewa, że sznurek, że sianem śmierdzi (jak na mnie, cudownie pachnie siankiem)...dużo tego było.
Twins Campolmi w zasadzie od pierwszego wejrzenia wylądował na liście włóczek, w które zanurzę druty jak tylko mnie natchnie co mam dziergać. Na inspirację czekał rok. Załapał się na wiosenną bolączkę - gdzieś mi zaginął mój ethno/boho look. Odkąd pracuję gdzie pracuję nijak nie mogę nosić swoich wielgachnych kiecek. Bo zginę ładując się w takiej na drabinę z koszykiem i listą włóczek. Zostałabym jedną z (dosłownie) fashion victims, w znaczeniu co najmniej złamanej nogi czy nosa. Coś mi się zaczęło w głowie rodzić jak się naoglądałam po sklepach różnych kamizelek z frędzlami i innymi latającymi elementami. Tych, które można dopasować i do kiecki (bezpiecznie krótszej), i do spodni. Ale kupować ciuch? Nieeeee, lepiej kupić włóczkę.
Wiedziałam więc, że ma być coś na grzbiet i żeby powiewało. No i Twins. Moja lista "włóczek oczekujących" nie obejmuje zbyt wielu letnich włókien, więc wybór nie był dramatycznie ciężki.
Powstało coś - pierwsza moja dzianina robiona od początku do końca "na czuja", wyłącznie z mglistą koncepcją efektu. Przyznaję, ażur jest wzorem z jakiegoś rosyjskiego forum. Reszta powstawała zgodnie z tym, co mi się w danym momencie uwidziało. Podkreślam, wyszło tak jak miało być ;) dumna z siebie jestem jak paw, Ci od Tolkiena mogą się... zainspirować?
20:48
Czapka majowa
Czas najwyższy, aby pokazać czapkę majową w wyzwaniu 12 czapek w 1 rok. Moja to dla odmiany żakard - Susan's Storm Hat z mojej ulubionej czapkowej książki. Włóczka to resztki z czapki grudniowej.
Przedstawiam Wam również mojego bohatera drugiego planu, bluszczowy badylek, który miesiąc temu był naprawdę malutkim badylkiem, a dziś już jest całkiem okazały. I ładnie gra zielenią z czapką ;)
08:28
Wielbłądzica z motywem Fair Isle
Potrzebowałam torebki. Takiej na lato, zimą noszę filcową torebeczkę sprezentowaną przez Ukochanego Mężczyznę i nie zmienię jej na nic. Ale filc latem? Nie bardzo.
Potrzebna więc była torba o letnim charakterze. Przy okazji rozwiązałam jeszcze jeden palący problem- ja chcę poruszać się z jedną torbą! Kiedy mam normalnych rozmiarów torebkę, zawsze musi jej towarzyszyć sterta różnych płóciennych toreb z tym, co w tej mniejszej pomieścić się nie mogło. A ja do pracy noszę dużo. Do torby musi wejść: (poza oczywiście standardami małej torebki, portfel, telefon, klucze, szczotka do włosów...), robótka (bo co ja zarobię, jak będę miała wolne 10 min?), Kindle (bo co, jak mi się w autobusie czytać zachce?), jedzonko na cały dzień (a przygotowywanie paczek to jednak fizyczna praca, jedzonka musi być dużo, poza tym, ja lubię niestety takie jedzonko, które zajmuje miejsce- samo pudło z dużą sałatką wypełnia eko-torbę w połowie), czasem aparat, czasem jeszcze jakieś książki... Możecie sobie wyobrazić, że stylowy look w moim wykonaniu to często "wielbłądzica gotowa na marsz przez Saharę". Oczywiście nieco wyolbrzymiam, ale nie jest dużo lepiej.
Wymyśliłam więc, że wydziergam sobie torbę z czegoś fajnego. Padło ma bawełny z akrylem, żeby ani ciężka nie była, ani nie zrobiła się "spontanicznie" dużo większa niż pierwotnie. Cotton Gold Alize i Jeans YarnArtu okazały się ok. W dwie nitki, bo przecież chcę szybko mieć tę torbę. Dwie włóczki, kilka kolorów, bo koniecznie chciało mi się etno żakardu.
Kiedy zabierałam się za projektowanie wpadła mi w ręce książka 200 Fair Isle Designs. Genialne narzędzie. 200 wzorów na żakard, posegregowanych według wymiarów motywu (podanych oczywiście w oczkach i rzędach). Moja torba ma liczbę oczek na obwodzie podzielną przez 24. Dlaczego? Ponieważ jeśli jest podzielna przez 24, to i przez 6, 8 i 12, a takie motywy powybierałam. Dziergałam więc na okrągło, nie przejmując się tym, że któryś w wzorów będzie w jakimś miejscu nieładnie ucięty. Sprytnie, prawda? To rozwiązanie bardzo uprzyjemniło mi pracę.
Mimo, że jest parę technik, które mniej "pracują", zdecydowałam się nie dziergać rączek. Gotowe rączki KnitPro są naprawdę ok. Mały minus, że to skóra ekologiczna, lubię naturalną, ale reszta jest zdaje egzamin. Są przyjemnie sprężyste, troszkę się obawiałam uwierania na ramieniu, ale po tygodniu noszenia z czystym sumieniem piszę- nie uwierają!
Płócienny "flak" uszyła i wszyła mi mama, specjalista od szycia rzeczy wytrzymałych.
Koniec bajek, już, już daję fotki!
20:29
Bananowa
Zachciało mi się nowej chusty. Tylko jakoś nie bardzo mi grał pomysł na ażur. Rodzaj koca chodził mi po głowie, ogromniastego koca. Żeby nie osiągnąć efektu poncho dziergając ogromną trójkątną chustę sięgnęłam po wzór na banan- Masgot Justyny Lorkowskiej. 3 kolory Merino 200 Bebe wybrały się jakby same, 2 motki fioletowe, 2 motki w turkusowatej zieleni, 1 wrzosik. Druty 4 mm i fiuuu.
Bardzo przyjemnie mi się ją dziergało. Nawet to, że tak nie po mojemu z nie gryzącego merino nie stanowiło dużego problemu. Włóczka jest fajna- miękka, zupełnie nie gryząca, a fakturę ma bardziej zbliżoną do wełnianych i bawełnianych splotów, widać poszczególne pasma. Dla mnie to plus, lubię, kiedy włóczka ma fakturę.
Nieco się zbuntowałam przeciwko wzorowi na końcu- uznałam, że wrzosowe, jasne wykończenie, w miejscu strategicznie narażonym na szybkie brudzenie u mnie się nie sprawdzi. Dodałam więc od siebie parę pasków, żeby chusta wyglądała świeżo dłużej niż parę dni po praniu.
Radość ze skończenia chusty nieco mi popsuł fakt, że ponosiłam ją zaledwie parę dni, po czym odłożyłam między dzianiny na chłodniejszy czas. Bawełniana już się dzierga, zdecydowanie nie czuję się dobrze z gołą szyją.
Za zdjęcia wielkie dzięki Adminowi e-dziewiarki.











