20:13

Co tu dużo pisać

Co tu dużo pisać
Milczę ostatnio, bo co tu pokazywać - hula  przedsezonowa produkcja towaru jarmarkowego. Stare, sprawdzone wzory w siątych wersjach kolorystycznych. Bardzo niewiele nowego, to co tu pokazywać.
Z paru nowo wprowadzonych detali, to udało mi się oswoić nowy kolor kordonka, z którym chyba popracuję więcej. To któraś Aida 20, niestety, miałam tylko mały kłębuszek odwinięty od znajomej, ale już widzę, że z resztką tego kłębuszka będę po pasmanteriach biegać. Zimny błękit okazał się wspaniałym uzupełnieniem srebrnych piórek.


Taaak. Przechodząc dalej, oto odpowiedź na mój osobisty problem z frywolitkową biżuterią - lekka jest niby cudownie,  ale i zdradliwie - jak zaplączę kolczyk we włosy to już stracony, nie poczuję, kiedy zgubię. A szkoda, trochę się przywiązuję do tych rzeczy. Dla siebie wyprodukowałam więc kolczyki obciążone wielgachnymi piórami, które z lekkością piórka nie mają zgoła związku.


Na koniec, tak troszkę w inspiracyjnym stylu. Przepraszam za paskudną fotkę, pstrykana telefonem za filarem w empiku. Z aktualnego numeru Design Knitting, reklama, a jakże. Audiobooków, dla robótkowych bibliofilek. Wreszcie ktoś zrozumiał, że nie ma lepszego zestawu niż odpowiednia robótka, słuchawki, w nich  dowolna literatura, byle tylko bajkę opowiadało...rozmarzyłam się... 


12:23

Kombinacje

Kombinacje
Siedzę dalej nad pisaniem i koralikami. Dość szybko znudziły mi się same pierścionki, zaczęłam więc kombinować. Spineczki to pomysł najnowszy, który mi się wykluł w głowie zaraz po kompletach. I siedzę siedzę, koralikuję.







20:25

Zakokardkowana

Zakokardkowana
Tak mi się porobiło - w przerwach w pisaniu machnę sobie od czasu do czasu po kokardce. Koralikowej, takiej jak z koreańskiego tutoriala.










12:09

Romans magisterski

Romans magisterski
Zaniedbałam się ostatnio dość haniebnie w sferze blogowej. Wszystko można wytłumaczyć romansem magisterskim, jak zostało to w pewnych kręgach nazwane. Otóż jednym z nielicznych plusów studiowania kierunków zupełnie nie pasujących do rynku pracy jest to, że można sobie bez skrupułów pozgłębiać tematy które człowieka fascynują. Mnie bawi folklor, to już nie raz wspomniałam. Moja praca jest więc o magicznych roślinkach w serbskim folklorze. Właśnie w połowie marca dobrnęłam do części najprzyjemniejszej - analizy właśnie tej magii, zamiast się babrać w założeniach teoretycznych. Magia, oczywiście, najczęściej jest miłosna. Na dodatek, odkąd ją zgłębiam zachowuję się troszkę jak zakochana - niewiele poza moimi radosnymi badaniami istnieje świata. Stąd obniżona działalność craftowa. Romansuję ze swoją magisterką, proszę nie odbierać mi chwil szczęścia ;)

Przed kompletnym opuszczeniem się jeśli chodzi o prace ręczne ratują mnie moje stałe grupy warsztatowe. Grupa, która zgłębia druty i szydełko ostatnio zakrzyknęła, że one chcą koniecznie nauczyć się robienia warkoczy, bo warkocze to najpiękniejsze co na drutach można wyprodukować. Nie sposób się nie zgodzić, myślę tak samo. Ale, żeby jakoś sensownie nauczyć je robienia tychże, wymyśliłam ćwiczenie wstępne, takie, żeby sobie spokojnie przećwiczyły używanie drutu do warkoczy, przekładanie oczek itd. Jako, że ciągle jest zimno, a mnie już męczy dość mocno tęsknota do lżejszych butów, wymyśliłam "poskręcane" getry, ocieplacze, które można naciągnąć na szpilki czy inne czółenka, żeby już cieszyć się wiosennym obuwiem, a nie marznąć. Dziewczyny od razu ćwiczą na drutach pończoszniczych, więc geterki są nie tylko efektowne, ale i naszpikowane różnymi technicznymi wyzwaniami ;)
A i wełenka mi się trafiła fajowa, co zmiana światła, to kolory inne, tutaj wyjątkowo to wina wełny, a nie moich utrudnionych relacji z aparatem 





10:24

Koraliki

Koraliki
Miałam w sobotę taki szatański pomysł. Bo, tak się składa, że posiadam siostrę, która, mimo, że manualnie sprawna nie mniej ode mnie, opiera się wszelkim próbom zachęcenia do craftowych zabaw. Chciałam ją więc troszkę sprowokować. Młoda ma ciężkiego hopla na punkcie Korei i wszystkiego co z nią związane. Idealnie się zbiegło w czasie moje z siostrą spotkanie i zbiorowe szaleństwo grupy koralikowej na Facebook'u. Koralikowe laski pokochały kokardki, na które znalazły koreański tutorial. Tak, koreański. Na dodatek, kokardki są w takim właśnie stylu, jaki młodociana preferuje. Musiałam więc mieć taką kokardkę na spotkanie z młodą, prawda?



Niestety, młodsza ma jeszcze jedną cechę- bystra jest. Machinację kokardkową rozgryzła w lot. Chyba nie pozostaje mi nic innego, jak to nosić...
A wracając do powagi, okazuje się, że haft koralikowy nie jest taki straszny. Pierścionek dał się zrobić za pierwszym podejściem, nawet bez bólu i bluzgów ;)

13:23

Ptaszki, czyli myślenie życzeniowe

Ptaszki, czyli myślenie życzeniowe
Jak w tytule. Ptaszki, takie trochę nie moje- pastelowe, słodkie. Bo mi już od tego zimna i śniegu rozumek słabuje i gusta się jakieś takie pokręcone robią.



15:31

Koronka inaczej

Koronka inaczej
Uf, skończyłam! A coś w rodzaju "niekończącej się opowieści" to było. Wymyśliłam sobie grubasa- sznur koralikowy na 18 Toho obwodu. Z wzoru Eleny (crazywool), tylko ze zmienionym jednym kolorem- zamiast szarości użyłam fioletu.
Najpierw było nawlekanie...jakoś w grudniu to było...ze 2 tygodnie trwało, bo nawlekanie sekwencji boli bardzo. Jak zaczęłam przerabiać, to tak po dwa okrążenia przy każdym zasiadaniu do robótki, bo więcej to nie. Skończyło się w tym tygodniu. Uf, dałam radę!



Copyright © 2016 2 prawe ręce i co z nimi dalej , Blogger